poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 2

Piątek, 24 maja,
godz. 07.25,
mój pokój.


Leżałam spokojnie przykryta kołdrą po uszy i wpatrywałam się w sufit, gdy nagle mój telefon zawibrował. Nie podnosząc głowy z poduszki sięgnęłam po niego. Na ekranie pojawił się komunikat: "Masz 1 nową widomość od Misiek". Odblokowałam mojego IPhona i spojrzałam na ekran.
Od: Misiek
"No hej kotku :). Co tam u ciebie?
Na moją twarz wskoczył ogromny banan. Sebastian był taki uroczy... Byliśmy parą już od trzech miesięcy, za to znaliśmy się na wylot. Nie zwlekając odpisałam mu:
Do: Misiek
"Cześć skarbie. Właśnie szykuję się do wylotu (Wembley czeka)!!!"
Co prawda do szykowania było mi jeszcze daleko, ale przecież nie mogłam napisać, że leże i patrzę w sufit. Jednak pomimo wielu sprzeciwów w mojej głowie, zmusiłam się do wstania. Poszłam do łazienki i ogarnęłam nieco swoją twarz, tzn. umyłam i uczesałam włosy, po czym zrobiłam lekki makijaż. Wyjęłam z szafy ciuchy, przebrałam się w nie, a następnie zrobiłam fotkę na fb:
Cicho zeszłam na dół, ale jak się okazało nikt już nie spał. Nawet mój chomik przebierał swoimi krotkimi nóżkami kręcąc się w kółku. Podeszłam do lodówki i otworzyłam ją na oścież. Wyjęłam sałatę. Tak, tylko sałatę... Dodałam oliwę z oliwek, wodę, zioła ogrodowe i już miałam gotowe śniadanie. Usiadłam przy stole razem z Magdą, która jak zweykle spożywała płatki z mlekiem. 
- Nie sądzisz, że od tych płatków niedługo będziesz gruba?-spytałam patrząc w moje śniadanie.
- O patrzcie! Najchudsza się znalazła!- zareagowała moja siostra.
- Wal się.-ucięłam naszą bezsensowną rozmowę.
- Dziewczynki...-westchnęła mama-Czy naprawdę nie doczekam dnia, w którym będziecie dla siebie miłe przez chociaż pięć minut?-spytasła błagalnym tonem.
Żadna z nas nie odpowiedziała. Dokończyłam moje śniadanie w ciszy, nie odzywając się do nikogo. Nie miałam czasu żeby przejmować się głupimi docinkami Magdy. Nie mogłam się już doczekać aż razem z Dominiką usiądziemy na naszych miejscacxh i będziemy kibicować Borussi Dortmund. Dokończyłam moje dietetyczne śniadanko i poszłam na górę po to by znów przyjść na dół. Jednak z powrotem było ciężej, bo musialam dźwigać moją załadowaną po brzegi walizkę. 
- Dziewczyno! Przecież będziesz tam tylko dwa dni! Po co ci tyle rzeczy?-skomentował mój tata, kiedy podniósł bagaż.
- Tato... Przecież samą szczotką włosów sobie nie zrobię...-odparłam z politowaniem.-Ale teraz czas już lecieć!-krzyknęłam uradowana.
- Eeeh...-mruknął tata, a ja zaśmiałam się pod nosem.

Ten sam dzień,
godz. 15.48,
lotnisko.

- Jeny... Ile można na nią czekać?!-prawie krzyknęłam. Czekałam na Dominikę już prawie godzinę, a jej wciąż nie było.
- Spokojnie... Znasz Dominikę. Pewnie pojawi się w ostatniej chwili...-uspokajał mnie tata. Dałam mu namówić się na kawę i pyszne ciasto (chyba jakieś tiramisu :)). Podczas gdy ja smakowałam smakołyk, mój OPIEKUN (heh!) zaczął swoje przemówienie z serii "Wiem, że jesteś dorosła, ale i tak masz na siebie uważać". Nie chcąc robić mu przykrości tak jak wczoraj mamie, wysłuchałam go do końca po czym powiedziałam.
- Dobrze tatku!-za bardzo wyszukane to to nie było, ale przynajmniej miałam pewność, że nie palnęłam czegoś głupiego. W tym momencie dopadła nas Dominika. 
- Hej!-wysapała, łapczywie łapiąc oddech.- Dzień dobry'...-przywitała się z moim tatą.-To co, idziemy?-kiwnęła glową w stronę wejścia na pas. 
- Taa, jasne...-powiedziałam po czym wstałam pdnosząc torbę na ramię.- Tato, weźmiesz mi walizkę? Plisss...-poprosiłam.
- Ale leń z ciebie wyrósł...-tata pokręcił głową dokładnie lustrując mnie wzrokiem. We trójkę udaliśmy się we wskazanym przez pracowniczkę lotniska kierunku. Droga nie trwała długo, bo już po pięciu minutach siedziałam wygodnie na siedzeniu samolotu. Ulokowano mnie pomiędzy Dominiką, a jakąś inną dziewczyną. Miała ciemną skórę, a w rękach trzymała książkę. Nagle Dominika szturchnęła mnie w ramię.
- Ała! Odbiło ci?!-skarciłam ją. 
- Cicho bądź i chodź tu.-powiedziała szeptem.-Spójrz kto siedzi na ostatnim siedzeniu po prawej stronie...-zrobilam to co mi poleciła Dominika. Na ostatnim siedzeniu po prawej stronie siedział młody mężczyzna w czarno-żółtym dresie. Na uszach miał słuchawki firmy "Beats by Dre" i najwidoczniej czegoś słuchał, bo jego głowa poruszała się w jakiś nieokreślonym rytmie. 
- No i co? Poznajecz?-Domi ponownie trąciła moje ramię. Tym razem na szczęście już nie tak mocno.
- No jasne!
- Ciszej bądź!-moja przyjaciólka wydawała się być zdenerwowana.
- Okey, okey...-poprawilam się.-Ale-czy-to-jest-Robert-Lewandowski?-spojrzałam najpierw na niego a potem na nią z niedowierzaniem.
- Na to wychodzi...-szepnęła Dominika. Robert chyba się zorientował, że mu się przyglądamy, bo zerknął na nas spod swojego tableta. Zdezorientowana uśmiechnęłam się szeroko po czym jak najszybciej odwróciłam głowę do Dominiki.- Ty...- uśmiechnęła się-chyba mu przypasilaś, bo jak usiadłaś prosto to on spojrzał się na ciebie i też się uśmiechnął!- powiedziała na jednym tchu.
- Seryjnie?-znow spojrzałam na nią z niedowierzaniem w oczach, a na mojej buzi po raz kolejny dzisiaj wskoczył banan. Ostatni raz tego lotu spojrzałam w stronę Roberta, który kompletnie pochłonięty byl swoimi sprawami. Usiadłam prosto i ciężko westchnęłam.-Życie jest piękne...


- Klara! Hej, wstawaj! Już jesteśmy...- usłyszałam tuż nad moim uchem. Powoli rozchyliłam powieki i zobaczyłam nad sobą twarz Dominiki.
- Co? Jak? Już jesteśmy?-spytałam zaspanym głosem. Rozejrzałam się po samolocie. Oprócz nas siedział tam jeszcze Robert, który podobnie jak ja zasnął podczas lotu.- Hm... Może lepiej go obudźmy...-zaproponowałam cicho. Nie czekając na odpowiedź podeszłam do śpiącego piłkarza. Cicho chrząknęłam na co ten obrocił głowę na drugą stronę. Zaśmiałam się pod nosem i tym razem Robert otworzył oczy i spojrzał na mnie. Momentalnie poczułam jak moją twarz oblał rumieniec. Musiałam wyglądać komicznie, a do tego masakrycznie zaczęłam się jąkać.
- Ja, ja... Yymm.. Już dolecieliśmy na miejsce.- wypaliłam szybko po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Zaczekaj chwilę!-zatrzymał mnie ten sam głos przez który zrobiłam z siebie totalne pośmiewisko. Zwróciłam się w stronę piłkarza, który stał ze swoim bagażem i lustrował mnie wzrokiem.- Ty i twoja koleżanka... Wy na mecz?-spytał trochę zmieszany.
- Taaak...-odpowiedziałam, starając się nie patrzeć mu prosto w oczy.
- Będę was szukał...-powiedział uśmiechając się do mnie.
- Jakby co to mamy miejsca vip...-postanowiłam ułatwić mu zadanie. Odwróciłam się, lecz tym razem Robert złapał mnie za ramię. Znów zrobiłam się cała czerwona.
- Nocujecie w hotelu?-spytał już trochę rozluźniony.
- Tak, a co?
- A możesz mi powiedzieć w jakim?-zabawnie uniósł jedną brew. Wyglądał bardzo uroczo...
- Nie pamiętam dokładnie nazwy, ale on jest niedaleko big bena...-odparłam. Piłkarz najwyraźniej się ucieszył co było widać po jego minie.
- To świetnie, bo wiesz, ja nocuję w tym samym hotelu...Może mógłbym was podwieźć? No bo w sumie, to nie warto łapać taksówki jak mogę was podrzucić...-teraz wydał się trochę zmieszany.
- Ta, no, wiesz... Jak to nie jest problem to czemu nie...
- No to okey, chodźmy...-lekko pchnął mnie ręką w stronę wyjścia. Dominika zabrała już nasze bagaże, więc przynajmniej nie musiał ich dźwigać... Wyszliśmy z samolotu a ja zaczęłam wypatrywać Dominikę. Siedziała na ławce razem z naszymi walizkami. Widząc z kim idę zrobiła się równie czerwona jak ja przedtem. Na uspokojenie puściłam jej oczko.
- No Dominisiu... Zbieramy się...-zabrałam od niej mój bagaż.
- Nie, zostaw go. Ja wezmę...-Robert odebrał ode mnie walizkę.- Twój też wziąć?-zwrócił się do Dominiki, lecz ta pokiwała przecząco głową. Gdy dogoniła mnie tak,że szła równo ze mną, szepnęła mi do ucha:
- O co tu chodzi?
- Opowiem ci w hotelu...-szepnęłam rozmarzonym głosem.
                                                                                                                                        
 No to mamy drugi rozdział! Mam nadzieję, że się podoba... Proszę o komentarz... To bardzo, bardzo motywujące!
~Reusowa~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz