godz. 22.50,
nasz hotelowy pokój.
- Okey, okey...-zgodziłam się wreszcie.-No więc tak... Chciałam go obudzić, ale jakoś tak wyszło, że on sam się obudził i ja zrobiłam się cała czerwona, i wybełkotałam tylko, że chciałam powiedzieć, że już dolecieliśmy, i...-przystanęłam na chwilę i wzięłam dużego łyka kawy.
- I...-ponaglała mnie przyjaciółka.-I co dalej?-była coraz bardziej podekscytowana.
- Spokojnie...-próbowałam opanować emocje Dominiki.- I wtedy chciałam już iść, a on krzyknął żebym zaczekała i zapytał, czy idziemy na mecz... No to ja powiedzialam, że tak i znowu miałam iść, ale tym razem złapał mnie za ramię i spytał czy nocujemy w hotelu, a jak tak to w jakim...-przerwa na kolejny duży łyk- No i ja mówię, że nie pamiętam nazwy, ale wiem, że jest gdzieś koło big bena...
- Nie przerywaj!-wrzasnęła Dominika. To już nie było podekscytowanie, ale raczej obsesja...
- Dżizys, ogarnij się!-odpowiedziałam.
- Ta, sorka... Trochę mnie poniosło-posłała mi niepewny uśmiech.- Kontynuuj...-zachęciła.
- No i on zaproponował, że może nas podwieźć, no to ja się zgodziłam... Tadaaam!-tryumfalnie zakończyłam moją opowieść.
- Wow... Ty to masz szczęście...-powiedziała Dominika. Chciała coś jeszcze dodać, ale przerwało jej ciche pukanie do drzwi.
- Kto tam?!-krzyknęłam z głębi pokoju. Kto mógłby przychodzić do nas o tej porze?
- Ja! Mogę wejść?-rozpoznałam głos Roberta. Spojrzałam na Dominikę a ta pokiwała głową.
- Tak, wejdź!-drzwi się otworzyły i stanął w nich Robert.-Coś się stało?-zapytałam.
- Nie, nic się nie stało...-uśmiechnął się.-Mógłbym cię na chwilę porwać?-zwrócił się do mnie. Spojrzałam na Dominikę i wstałam bez słowa.
- Tak, jasne...-odpowiedziałam zmieszana.-Chodźmy.-skierowałam się do drzwi wejściowych, a Robert udał się za mną.
- No więc, jest taka sprawa...-spojrzał na mnie z poważną miną.-Dzisiaj o północy jest taka impreza przed meczem i...-urwał.
- I co?-zachęciłam go do dokończenia.
- I mamy się tam pojawić z osobami towarzyszącymi. I tak się zastanawiałem czy przypadkiem nie poszłabyś razem ze mną...-skończył, spuszczając głowę w dół.
- Że ja?-niedowierzałam.- Ale ja przecież...
-Ty jesteś idealna do tego...-dokończył za mnie.-Proszę zgódź się...-spojrzał na mnie z taką nadzieją w oczach, że...
- A twoja dziewczyna? Co ona na to powie?
- Ania jest w Polsce i o niczym się nie dowie...-powiedział zmieszanym tonem. Jak to o niczym się nie dowie?! Co on sobie myśli?!
- Sama nie wiem...-wahałam się nad decyzją. Z jednej strony strasznie chciałam z nim iść, a z drugiej czułam, że to nie fair wobec narzeczonej Roberta. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, a on zrobił wielkie oczka i słodką minkę.-Dobra, dobra... Tylko nie rób już tej miny...-zrezygnowana wróciłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Już miałam odejść, gdy nagle zza drzwi usłyszałam szept:
- Dziękuję...
- Nie ma za co-odszeptałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Ten sam dzień (a właściwie noc),
godz. 23.35,
hotel.
- Dobra... Jak wyglądam?-spytałam Dominikę.
- Perfekt!-zaśmiała się. Widziałam, że trochę mi zazdrości, ale starała się tego nie okazywać.
Postanowiłam założyć moją niebieską sukienkę i rozpuścić włosy. Z makijażem też nie przesadzałam. Chciałam wyglądać w miarę naturalnie:
Takie samo ciche pukanie doszło do moich uszu.
- Proszę!-krzyknęłam, wiedząc kogo się spodziewać. Do pokoju wszedł Robert w garniturze, spojrzał się na mnie i uśmiechnął:
- Pięknie wyglądasz...-powiedział. Posłałam mu uroczy uśmiech.
- Ty też niczego sobie...-oboje się cicho zaśmialiśmy.
- To co, gotowa?-spytał, widząc, że zakładam na ramię torebkę.
- Tak, tak... Możemy iść.-poszłam w stronę drzwi. Wyszliśmy na korytarz, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Dominika poszła do jakiegoś klubu, mówiąc, że nie wytrzymałaby całej nocy sama w pokoju. Skręciliśmy w kierunku schodów i zeszliśmy na dół. Robert nieco mnie wyprzedził, aby jak się okazało otworzyć przede mną drzwi. Spojrzałam na niego z uśmiechem i powiedzialam:
- Uprzejmie dziękuję.- Robert zaśmiał się pod nosem i kładąc mi rękę na plecach, nadał kierunek. Doszliśmy do kremowej limuzyny, której drzwi otworzył mi szofer. Robert usiadł naprzeciwko mnie. Podczas podróży starałam się nie patrzeć na niego, ponieważ przez całą drogę bacznie mi się przyglądał.
Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Powoli wysiadłam z samochodu, a za moment obok mnie pojawił się Robert. Objął mnie ramieniem, na co ja spojrzałam na niego pytająco. Ten jakby tego nie zauważył. Skrępowana ruszyłam razem z nim w stronę wejścia do klubu. Robert ponownie otworzył mi drzwi. Gdy wchodziłam znów objął mnie ramieniem. Nagle coś jasnego błysnęło mi przed oczami. Gdy wreszcie mogłam cokolwiek zobaczyć, ujrzałam tłum paparazzi przed nami. Stanęłam jak wryta i spojrzałam na Roberta. On też wydawał się być niemile zaskoczony...
No i jak się podoba? Pisany na szybko, ale chyba nie jest taki zły, co? Trochę krótki, ale zawsze to coś...
~Reusowa~



