środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 3 część 1

(Nadal) piątek, 24 maja,
godz. 22.50,
nasz hotelowy pokój.

 
- Powiesz mi wreszcie o co w tym wszystkim chodzi?-powiedziała z uśmiechem Dominika. Od samego przyjazdu, a właściwie momentu, w którym Robert poszedł do siebie, a my do siebie, Dominika męczyła mnie swoimi pytaniami na temat całego wydarzenia.
- Okey, okey...-zgodziłam się wreszcie.-No więc tak... Chciałam go obudzić, ale jakoś tak wyszło, że on sam się obudził i ja zrobiłam się cała czerwona, i wybełkotałam tylko, że chciałam powiedzieć, że już dolecieliśmy, i...-przystanęłam na chwilę i wzięłam dużego łyka kawy.
- I...-ponaglała mnie przyjaciółka.-I co dalej?-była coraz bardziej podekscytowana.
- Spokojnie...-próbowałam opanować emocje Dominiki.- I wtedy chciałam już iść, a on krzyknął żebym zaczekała i zapytał, czy idziemy na mecz... No to ja powiedzialam, że tak i znowu miałam iść, ale tym razem złapał mnie za ramię i spytał czy nocujemy w hotelu, a jak tak to w jakim...-przerwa na kolejny duży łyk- No i ja mówię, że nie pamiętam nazwy, ale wiem, że jest gdzieś koło big bena...
- Nie przerywaj!-wrzasnęła Dominika. To już nie było podekscytowanie, ale raczej obsesja...
- Dżizys, ogarnij się!-odpowiedziałam.
- Ta, sorka... Trochę mnie poniosło-posłała mi niepewny uśmiech.- Kontynuuj...-zachęciła.
- No i on zaproponował, że może nas podwieźć, no to ja się zgodziłam... Tadaaam!-tryumfalnie zakończyłam moją opowieść.
- Wow... Ty to masz szczęście...-powiedziała Dominika. Chciała coś jeszcze dodać, ale przerwało jej ciche pukanie do drzwi.
- Kto tam?!-krzyknęłam z głębi pokoju. Kto mógłby przychodzić do nas o tej porze?
- Ja! Mogę wejść?-rozpoznałam głos Roberta. Spojrzałam na Dominikę a ta pokiwała głową.
- Tak, wejdź!-drzwi się otworzyły i stanął w nich Robert.-Coś się stało?-zapytałam.
- Nie, nic się nie stało...-uśmiechnął się.-Mógłbym cię na chwilę porwać?-zwrócił się do mnie. Spojrzałam na Dominikę i wstałam bez słowa.
- Tak, jasne...-odpowiedziałam zmieszana.-Chodźmy.-skierowałam się do drzwi wejściowych, a Robert udał się za mną.
- No więc, jest taka sprawa...-spojrzał na mnie z poważną miną.-Dzisiaj o północy jest taka impreza przed meczem i...-urwał. 
- I co?-zachęciłam go do dokończenia.
- I mamy się tam pojawić z osobami towarzyszącymi. I tak się zastanawiałem czy przypadkiem nie poszłabyś razem ze mną...-skończył, spuszczając głowę w dół.
- Że ja?-niedowierzałam.- Ale ja przecież...
-Ty jesteś idealna do tego...-dokończył za mnie.-Proszę zgódź się...-spojrzał na mnie z taką nadzieją w oczach, że...
- A twoja dziewczyna? Co ona na to powie?
- Ania jest w Polsce i o niczym się nie dowie...-powiedział zmieszanym tonem. Jak to o niczym się nie dowie?! Co on sobie myśli?!
- Sama nie wiem...-wahałam się nad decyzją. Z jednej strony strasznie chciałam z nim iść, a z drugiej czułam, że to nie fair wobec narzeczonej Roberta. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, a on zrobił wielkie oczka i słodką minkę.-Dobra, dobra... Tylko nie rób już tej miny...-zrezygnowana wróciłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Już miałam odejść, gdy nagle zza drzwi usłyszałam szept:
- Dziękuję...
- Nie ma za co-odszeptałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.

Ten sam dzień (a właściwie noc),
godz. 23.35,
hotel.

- Dobra... Jak wyglądam?-spytałam Dominikę.
- Perfekt!-zaśmiała się. Widziałam, że trochę mi zazdrości, ale starała się tego nie okazywać.
Postanowiłam założyć moją niebieską sukienkę i rozpuścić włosy. Z makijażem też nie przesadzałam. Chciałam wyglądać w miarę naturalnie:
Takie samo ciche pukanie doszło do moich uszu.
- Proszę!-krzyknęłam, wiedząc kogo się spodziewać. Do pokoju wszedł Robert w garniturze, spojrzał się na mnie i uśmiechnął:
- Pięknie wyglądasz...-powiedział. Posłałam mu uroczy uśmiech.
- Ty też niczego sobie...-oboje się cicho zaśmialiśmy. 
- To co, gotowa?-spytał, widząc, że zakładam na ramię torebkę.
- Tak, tak... Możemy iść.-poszłam w stronę drzwi. Wyszliśmy na korytarz, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Dominika poszła do jakiegoś klubu, mówiąc, że nie wytrzymałaby całej nocy sama w pokoju. Skręciliśmy w kierunku schodów i zeszliśmy na dół. Robert nieco mnie wyprzedził, aby jak się okazało otworzyć przede mną drzwi. Spojrzałam na niego z uśmiechem i powiedzialam:
- Uprzejmie dziękuję.- Robert zaśmiał się pod nosem i kładąc mi rękę na plecach, nadał kierunek. Doszliśmy do kremowej limuzyny, której drzwi otworzył mi szofer. Robert usiadł naprzeciwko mnie. Podczas podróży starałam się nie patrzeć na niego, ponieważ przez całą drogę bacznie mi się przyglądał. 
Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Powoli wysiadłam z samochodu, a za moment obok mnie pojawił się Robert. Objął mnie ramieniem, na co ja spojrzałam na niego pytająco. Ten jakby tego nie zauważył. Skrępowana ruszyłam razem z nim w stronę wejścia do klubu. Robert ponownie otworzył mi drzwi. Gdy wchodziłam znów objął mnie ramieniem. Nagle coś jasnego błysnęło mi przed oczami. Gdy wreszcie mogłam cokolwiek zobaczyć, ujrzałam tłum paparazzi przed nami. Stanęłam jak wryta i spojrzałam na Roberta. On też wydawał się być niemile zaskoczony...
                                                                                                                      
No i jak się podoba? Pisany na szybko, ale chyba nie jest taki zły, co? Trochę krótki, ale zawsze to coś...
~Reusowa~

wtorek, 11 czerwca 2013

Ogłoszenie do ogłoszeń parafialnych!

Zmieniłam zdjęcie chłopaka Magdy!!!!!!!!! Moija siostra stwierdziła, że poprzedni był brzydki więc na jej życzenie zmieniłam go.
~Reusowa~

Ogłoszenia parafialne!

Uwaga!
Na moim blogu pojawiła się nowa strona: Bohaterowie. Umieściłam na niej zdjęcia i ogólne informacje o bohaterach mojego opowiadania. Tam również mile widziane są komentarze. :P
Proszę głosować w ankiecie!
~Reusowa~

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Uwaga!

Uwaga!
 Mała poprawka... W pierwszym rozdziale napisałam "do NIEMIEC na finał Ligii Mistrzów". Tam powinno być Anglii a nie Niemiec... Mój błąd, sorka... Jest to już poprawione, ale ze względu na to, że nikt nie będzie specjalnie wracał do pierwszego rozdziału żeby sprawdzić czy nic się nie zmieniło postanowiłam napisać to w nowym poście...
~Reusowa~

Rozdział 2

Piątek, 24 maja,
godz. 07.25,
mój pokój.


Leżałam spokojnie przykryta kołdrą po uszy i wpatrywałam się w sufit, gdy nagle mój telefon zawibrował. Nie podnosząc głowy z poduszki sięgnęłam po niego. Na ekranie pojawił się komunikat: "Masz 1 nową widomość od Misiek". Odblokowałam mojego IPhona i spojrzałam na ekran.
Od: Misiek
"No hej kotku :). Co tam u ciebie?
Na moją twarz wskoczył ogromny banan. Sebastian był taki uroczy... Byliśmy parą już od trzech miesięcy, za to znaliśmy się na wylot. Nie zwlekając odpisałam mu:
Do: Misiek
"Cześć skarbie. Właśnie szykuję się do wylotu (Wembley czeka)!!!"
Co prawda do szykowania było mi jeszcze daleko, ale przecież nie mogłam napisać, że leże i patrzę w sufit. Jednak pomimo wielu sprzeciwów w mojej głowie, zmusiłam się do wstania. Poszłam do łazienki i ogarnęłam nieco swoją twarz, tzn. umyłam i uczesałam włosy, po czym zrobiłam lekki makijaż. Wyjęłam z szafy ciuchy, przebrałam się w nie, a następnie zrobiłam fotkę na fb:
Cicho zeszłam na dół, ale jak się okazało nikt już nie spał. Nawet mój chomik przebierał swoimi krotkimi nóżkami kręcąc się w kółku. Podeszłam do lodówki i otworzyłam ją na oścież. Wyjęłam sałatę. Tak, tylko sałatę... Dodałam oliwę z oliwek, wodę, zioła ogrodowe i już miałam gotowe śniadanie. Usiadłam przy stole razem z Magdą, która jak zweykle spożywała płatki z mlekiem. 
- Nie sądzisz, że od tych płatków niedługo będziesz gruba?-spytałam patrząc w moje śniadanie.
- O patrzcie! Najchudsza się znalazła!- zareagowała moja siostra.
- Wal się.-ucięłam naszą bezsensowną rozmowę.
- Dziewczynki...-westchnęła mama-Czy naprawdę nie doczekam dnia, w którym będziecie dla siebie miłe przez chociaż pięć minut?-spytasła błagalnym tonem.
Żadna z nas nie odpowiedziała. Dokończyłam moje śniadanie w ciszy, nie odzywając się do nikogo. Nie miałam czasu żeby przejmować się głupimi docinkami Magdy. Nie mogłam się już doczekać aż razem z Dominiką usiądziemy na naszych miejscacxh i będziemy kibicować Borussi Dortmund. Dokończyłam moje dietetyczne śniadanko i poszłam na górę po to by znów przyjść na dół. Jednak z powrotem było ciężej, bo musialam dźwigać moją załadowaną po brzegi walizkę. 
- Dziewczyno! Przecież będziesz tam tylko dwa dni! Po co ci tyle rzeczy?-skomentował mój tata, kiedy podniósł bagaż.
- Tato... Przecież samą szczotką włosów sobie nie zrobię...-odparłam z politowaniem.-Ale teraz czas już lecieć!-krzyknęłam uradowana.
- Eeeh...-mruknął tata, a ja zaśmiałam się pod nosem.

Ten sam dzień,
godz. 15.48,
lotnisko.

- Jeny... Ile można na nią czekać?!-prawie krzyknęłam. Czekałam na Dominikę już prawie godzinę, a jej wciąż nie było.
- Spokojnie... Znasz Dominikę. Pewnie pojawi się w ostatniej chwili...-uspokajał mnie tata. Dałam mu namówić się na kawę i pyszne ciasto (chyba jakieś tiramisu :)). Podczas gdy ja smakowałam smakołyk, mój OPIEKUN (heh!) zaczął swoje przemówienie z serii "Wiem, że jesteś dorosła, ale i tak masz na siebie uważać". Nie chcąc robić mu przykrości tak jak wczoraj mamie, wysłuchałam go do końca po czym powiedziałam.
- Dobrze tatku!-za bardzo wyszukane to to nie było, ale przynajmniej miałam pewność, że nie palnęłam czegoś głupiego. W tym momencie dopadła nas Dominika. 
- Hej!-wysapała, łapczywie łapiąc oddech.- Dzień dobry'...-przywitała się z moim tatą.-To co, idziemy?-kiwnęła glową w stronę wejścia na pas. 
- Taa, jasne...-powiedziałam po czym wstałam pdnosząc torbę na ramię.- Tato, weźmiesz mi walizkę? Plisss...-poprosiłam.
- Ale leń z ciebie wyrósł...-tata pokręcił głową dokładnie lustrując mnie wzrokiem. We trójkę udaliśmy się we wskazanym przez pracowniczkę lotniska kierunku. Droga nie trwała długo, bo już po pięciu minutach siedziałam wygodnie na siedzeniu samolotu. Ulokowano mnie pomiędzy Dominiką, a jakąś inną dziewczyną. Miała ciemną skórę, a w rękach trzymała książkę. Nagle Dominika szturchnęła mnie w ramię.
- Ała! Odbiło ci?!-skarciłam ją. 
- Cicho bądź i chodź tu.-powiedziała szeptem.-Spójrz kto siedzi na ostatnim siedzeniu po prawej stronie...-zrobilam to co mi poleciła Dominika. Na ostatnim siedzeniu po prawej stronie siedział młody mężczyzna w czarno-żółtym dresie. Na uszach miał słuchawki firmy "Beats by Dre" i najwidoczniej czegoś słuchał, bo jego głowa poruszała się w jakiś nieokreślonym rytmie. 
- No i co? Poznajecz?-Domi ponownie trąciła moje ramię. Tym razem na szczęście już nie tak mocno.
- No jasne!
- Ciszej bądź!-moja przyjaciólka wydawała się być zdenerwowana.
- Okey, okey...-poprawilam się.-Ale-czy-to-jest-Robert-Lewandowski?-spojrzałam najpierw na niego a potem na nią z niedowierzaniem.
- Na to wychodzi...-szepnęła Dominika. Robert chyba się zorientował, że mu się przyglądamy, bo zerknął na nas spod swojego tableta. Zdezorientowana uśmiechnęłam się szeroko po czym jak najszybciej odwróciłam głowę do Dominiki.- Ty...- uśmiechnęła się-chyba mu przypasilaś, bo jak usiadłaś prosto to on spojrzał się na ciebie i też się uśmiechnął!- powiedziała na jednym tchu.
- Seryjnie?-znow spojrzałam na nią z niedowierzaniem w oczach, a na mojej buzi po raz kolejny dzisiaj wskoczył banan. Ostatni raz tego lotu spojrzałam w stronę Roberta, który kompletnie pochłonięty byl swoimi sprawami. Usiadłam prosto i ciężko westchnęłam.-Życie jest piękne...


- Klara! Hej, wstawaj! Już jesteśmy...- usłyszałam tuż nad moim uchem. Powoli rozchyliłam powieki i zobaczyłam nad sobą twarz Dominiki.
- Co? Jak? Już jesteśmy?-spytałam zaspanym głosem. Rozejrzałam się po samolocie. Oprócz nas siedział tam jeszcze Robert, który podobnie jak ja zasnął podczas lotu.- Hm... Może lepiej go obudźmy...-zaproponowałam cicho. Nie czekając na odpowiedź podeszłam do śpiącego piłkarza. Cicho chrząknęłam na co ten obrocił głowę na drugą stronę. Zaśmiałam się pod nosem i tym razem Robert otworzył oczy i spojrzał na mnie. Momentalnie poczułam jak moją twarz oblał rumieniec. Musiałam wyglądać komicznie, a do tego masakrycznie zaczęłam się jąkać.
- Ja, ja... Yymm.. Już dolecieliśmy na miejsce.- wypaliłam szybko po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Zaczekaj chwilę!-zatrzymał mnie ten sam głos przez który zrobiłam z siebie totalne pośmiewisko. Zwróciłam się w stronę piłkarza, który stał ze swoim bagażem i lustrował mnie wzrokiem.- Ty i twoja koleżanka... Wy na mecz?-spytał trochę zmieszany.
- Taaak...-odpowiedziałam, starając się nie patrzeć mu prosto w oczy.
- Będę was szukał...-powiedział uśmiechając się do mnie.
- Jakby co to mamy miejsca vip...-postanowiłam ułatwić mu zadanie. Odwróciłam się, lecz tym razem Robert złapał mnie za ramię. Znów zrobiłam się cała czerwona.
- Nocujecie w hotelu?-spytał już trochę rozluźniony.
- Tak, a co?
- A możesz mi powiedzieć w jakim?-zabawnie uniósł jedną brew. Wyglądał bardzo uroczo...
- Nie pamiętam dokładnie nazwy, ale on jest niedaleko big bena...-odparłam. Piłkarz najwyraźniej się ucieszył co było widać po jego minie.
- To świetnie, bo wiesz, ja nocuję w tym samym hotelu...Może mógłbym was podwieźć? No bo w sumie, to nie warto łapać taksówki jak mogę was podrzucić...-teraz wydał się trochę zmieszany.
- Ta, no, wiesz... Jak to nie jest problem to czemu nie...
- No to okey, chodźmy...-lekko pchnął mnie ręką w stronę wyjścia. Dominika zabrała już nasze bagaże, więc przynajmniej nie musiał ich dźwigać... Wyszliśmy z samolotu a ja zaczęłam wypatrywać Dominikę. Siedziała na ławce razem z naszymi walizkami. Widząc z kim idę zrobiła się równie czerwona jak ja przedtem. Na uspokojenie puściłam jej oczko.
- No Dominisiu... Zbieramy się...-zabrałam od niej mój bagaż.
- Nie, zostaw go. Ja wezmę...-Robert odebrał ode mnie walizkę.- Twój też wziąć?-zwrócił się do Dominiki, lecz ta pokiwała przecząco głową. Gdy dogoniła mnie tak,że szła równo ze mną, szepnęła mi do ucha:
- O co tu chodzi?
- Opowiem ci w hotelu...-szepnęłam rozmarzonym głosem.
                                                                                                                                        
 No to mamy drugi rozdział! Mam nadzieję, że się podoba... Proszę o komentarz... To bardzo, bardzo motywujące!
~Reusowa~

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 1

Czwartek, 23 maja,
godz. 16.05,
boisko szkolne.

- Kurwa, ja już nie wytrzymuję...-ostro zaczęłam rozmowę z przyjaciółką.
- Klara, uspokój się i powiedz o co chodzi...-jej filozoficzne podejście do życia doprowadzało mnie do skrajnego wyczerpania.
- Po pierwsze: przestań udawać jakiegoś pieprzonego psychologa. Po drugie: nie-wytrzymam-dłużej-w-tym-domu!!!-kolejna uwaga z mojej strony nie podziała na Dominikę, co nie powiem, że mnie zdziwiło. Problemy, tzn. ciągłe kłótnie z tatą sprawiały, że stawałam się coraz bardziej zawzięta na cały świat, w tym na Dominikę.
- Słuchaj...-zaczęła.- Rozumiem, że twój tata trochę przesadza, ale znam też ciebie i wiem, że potrafisz nieźle dogryźć...
- Ale kto mnie tak wychowal?! No kto?!-wrzasnęłam tak głośno, że grający w piłkę Maciek (kolega z klasy) spojrzał się na nas wielkimi oczami. Pod wpływem emocji pokazał mu odpowiedni znak (każdy chyba wie o co chodzi) i wróciłam do rozmowy z przyjaciółką.
- Okeeey... To było dziwne... Pomijając jednak ten szczegół mam dla ciebie propozycję...-uśmiechnęła się złowieszczo. Patrząc na nią ciekawym wzrokiem dałam jej do zrozumienia jedno...wchodzę w to!

Pół godziny później,
pokój Dominiki.
(Wiadomo dlaczego nie mój...)

Trudno mi się do tego przyznać, ale pierwszy raz od remontu (który miał miejsce jakieś...hm...półtora roku temu?) przebywałam w pokoju Dominiki. Choć nie był w moim ulubionym kolorze, to naprawdę mi się poidobał.
  
- No więc tak... Zacznijmy od początku...-Domiika zdawała się być strasznie podekscytowana.
- Wysłów sie wreszcie!-krzyknęłam.
- Jedziemy razem do Anglii na finał Ligi Mistrzów! 
- Pierdolisz?!-wyrwało mi się. Szybko zatkałam ręką usta dając Dominice do zrozumienia, że nie miałam tego na myśli.- Znaczy się: nie gadaj!
- No wiesz... Czy w sprawach Borussi mogłabym kłamać?!-rzuciłyśmy się sobie na szyje. Gdy emocje trochę opadły moja przyjaciółka znów napiętnowała atmosferę.- A teraz najlepsze...-specjalnie zaczęła przedłużać swoją wypowiedź.
- No mów!-nie wytrzymałam.- Co? Co jest najlepsze?!
- Mamy miejsca VIP!!!-jeżeli wcześniej sąsiedzi mogliby się skarżyć na hałas, to ciekawe co by teraz powiedzieli...-Aha, jeszcze jedno... Lepiej już dzisiaj się spakuj, bo jutro wylatujemy!- taaak! Nareszcie wolna od matmy! Skakałyśmy, piszczałyśmy, krzyczałyśmy... No ale taka okazja  nie zdarza się za często...

Ten sam dzień,
godz. 21.30,
mój pokój.

"Okey, ciuchy są, kasa jest, dowód osobisty jest, laptop jest..."-myślałam czy aby czegoś nie zapomniałam. Z moim szczęściem było bardzo prawdopodobne...
- Co robisz?-z zamyślenia wyrwała mnie Magda-moja młodsza siostra.
- Nie twoja sprawa-warknęłam i zamknęlam jaej drzwi przed nosem.
- Dupek...-usłyszałam jak mówi sama do siebie, ale jakoś mnie to nie wzruszyło. Teraz miaam w głowie jedynie sobotni mecz no i oczywiście Reusa... Zastanawiałam się jak się czuje przed meczem, co teraz robi, o czym myśli... Jednym słowem - chciałam wiedzieć o nim wszystko. Drzwi znów się otworzyły, lecz tym razem stanęła w nich moja mama. Podała mi kubek ciepłej herbaty i usiadła na moim łóżku. Upijałam powoli łyk za łykiem, a mama lustrowała mnie wzrokiem.
- Jest w czymś problem?-spytałam najmilej jak umiałam. 
- Nie, nie...-widzialam, że coś ją dręczy, ale nie wiedziała jak mi to powiedzieć.
- Mamo, o co chodzi? Przecież widzę, że coś cię dręczy...
- Klara... Pamiętaj, bądź ostrożna...
- Mamo, wiem... Nie musisz mi przypominać...-próbowałam ją uspokoić. Ale jednak mama to mama.
- Będziesz wracała w nocy, a jak ciebie znam to wiem, że wpadnicie z Dominiką do jakiegoś klubu. Chłopcy i mężczyźni tylko czekają na takie jak wy...-no nie no, to było już lekkie przegięcie.
- Wow, wow, wow... Mamo... Przystopuj trochę... Rozumiem, że się martwisz, ale ja i Dominika jesteśmy już dorosłe i wiemy jak o siebie zadbać...-wow, nie wiedziałam, że umiem tak gadać!
- Wiem córeczko...-po jej policzku popłynęła łza-wiem i to mnie przeraża...-mama wstała i poszła na dół, a ja zostałam sama. Nawet nie wiem kiedy usnęłam, na dodatek w ubraniach. To był naprawdę zakręcony dzień...
                                                                                            

No i jest już pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się podoba i zachęca do dalszego czytania. Niedługa pojawi się kolejny rozdział oraz kilka gadżetów i ankiet. Miłego  weekendu!
~Reusowa~

Heloł!

No cześć!
To znowu ja (tzn.Klara Kotnicka, do tej pory znana jako Horanowa... Pisałam opowiadanie o 1D "Truskawka w czekoladzie")! Wracam, ale już nie jako pełnokrwista Directionerka. Aktualnie zachwycam się Marco Reusem, zawodnikiem Borussi Dortmund. I żeby nie było-wcale nie jestem sezonowcem...
Będę pisała opowiadanie, czyli to, co mi siedzi w głowie w związku z moim słoneczkiem. :)
Podpisywać się będę "Reusowa"-wiem, trochę nieoryginalne, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy.
~Reusowa~